
Tym razem mogłem śledzić tylko internetowe relacje i na koniec ogarnął mnie wielki smutek. Znajomi to zauważyli: – Coś tak nagle przygasł. A mnie ogarnęło uczucie piłkarskiej beznadziei. Znów czarna Łódzka niedziela i porażka za porażką. Przegrał w doliczonym czasie gry Widzew 1:2 z Piastem, przegrał 0:2 ŁKS prestiżowy pojedynek z Ruchem, o zgrozo, na własnym boisku.
Czy nie można wybić się, jeżeli nie na wielkość, jak Górnik, Lech czy… Pogoń Grodzisk Mazowiecki, to przynajmniej na ligową przyzwoitość, choćby jak Gliwicki Piast? U nas w Łodzi niestety wygląda wszystko na to, że nastąpi powtórka z futbolowej rozrywki. Bez sensu i końca wzmacniany niepotrzebnymi piłkarzami Widzew znów będzie walczył rozpaczliwie o utrzymanie. A ŁKS znów zaliczy się do ligowych średniaków, dla których walka o awans, to za wysoki, nieprzekraczalny próg.
Małe to wszystko, cherlawe i smutne jak diabli. Nie widać jakoś wyjścia z tego ciemnego tunelu. Coraz bardziej przekonuje się do zdania, że Łódź to piłkarskie miasto przeklęte, że trzeba zapomnieć o wszystkich sportowych ambicjach i żyć tym, co przynosi życie, a przynosi kompletną futbolową mizerię.

Dodaj komentarz